Dla tych, co lubią różne liter ułożenia. Ciekawe ich połączenia. Czasami ni z gruszki, ni z pietruszki. Co lubią zachwycać się. I szaleć po słowach wyobraźnią. Odkrywać niespotkane dotąd. Literatura przez ludzi i dla ludzi. Choćby się czasami chciało powiedzieć, że ma w sobie jakiś boski pierwiastek. Że ten i tamten oto pisarz ma chyba zamiast pióra, klawiatury, długopisu różdżkę. I to nią tak wymachuje, że się innym otwierają oczy. Że dosłownie widzą w sobie stworzone przez niego światy. Mogą ich podotykać ile chcą. I co w tym wszystkim najlepsze - każdy robi to sobie tylko znaną metodą. I nawet nie trzeba się wcześniej uczyć. Nie trzeba dochodzić do wprawy. Wprawnym się jest od samego początku. Każdy w innej linii. I bywają ludzkie istoty szczęśliwe tak prosto. Tak zwyczajnie błahym powodem. Ogląd świata, w którym żyć przyszło na prawdę, zwiększa się. Staje się na palcach i spogląda pod innym kątem. Staje się obok siebie. Patrzy na siebie oczami innego. Albo po drugiej stronie zadrukowanej kartki dostrzega się siebie. Ma się tam inną charakterystykę, inne się przeżywa przygody, ale się wie, że to nadal jestem ja. Ja - człowiek. Ja - istota. Ja - plątanina. Nawet się czasami myśli, że dlaczego mnie to teraz tutaj nie spotyka. Albo całe szczęście, że mnie to nie spotyka. Inne wymiary. Brak ścian. Murów. Coś ponad. Over the head. Chmury.
Ale co chodzi? A no o to -> klik.
sobota, 19 marca 2011
poniedziałek, 14 marca 2011
fotografia.
Kolejny pomysł Jadzi, która bądź, co bądź bardzo mi się podobające fotografie robi. Mam nadzieję, że mogę polecić: tu.
Fotografia. Szczupły wycinek z życia. Bardzo wyszczuplona chwilka. Tak szczupła, że w zasadzie w kontekście całości nie jest miarodajna. Pstryk. Ileż mamy takich w życiu sekund? A tylko nieliczne mogą się zdjęciem poszczycić. Są takie zdjęcia, które mają wartość sentymentalną jedynie. Wspomnieniową. Z wakacji. Z podróży poślubnej. Dają obraz tego kiedyś, które tak lubiliśmy. Albo może wcale nie lubiliśmy, tylko chcemy się tym wczoraj troszkę pokatować. Wysyłają impuls do mózgu. A najpiękniejszym sekundom i tak nikt zdjęcia nie zrobił, bo zazwyczaj wcale się o tym wtedy nie myślało. Ale takie to może nawet nie mogą być wrzucone do kategorii fotografia. Bo fotografia mi się kojarzy z czymś bardziej wzniosłym. Z czymś, co pobudza ludzką zmysłowość wzrokową, więcej niż tylko pojedynczych osób zainteresowanych akurat chwilą uwiecznienia, i powolutku dociera do najróżniejszych ośrodków ludzkiego odczuwania. Taki obrazek potrafi rozbujać psychikę co wrażliwszym. A to przez ukazanie reportażowe nędzy i rozpaczy. Pobudza do współczucia. A to znowu przez uroki natury ujętej w nie byle jaki sposób. A wtedy to już nie zawsze musi być całkowita prawda. Bo wtedy się liczy walor artystyczny.
Są różne sposoby widzenia. Ile ludzi, tyle twórców zdjęć.
środa, 9 marca 2011
światło.
Bardzo mnie cieszy obserwatorka z pomysłami. To niech będzie pierwszy z nich: światło.
Mówi się, że opromienia. Bije od kogoś pozytywna aura. Oświeca innym pochmurny żywot. Takie świetliki, co innym coś wskazują. Światło to uśmiech. Wykształcenie. I światło zwykłe prosto z lampy. I niezwykłe prosto od Słońca. A odbite od Księżyca. Pewnie to nieliczne ze światłych odmian. Ale każde ma taką funkcję zasadniczą. Że właściwie okazuje się prawie niezbędne. A przynajmniej wskazane, pożądane, widziane mile. Właśnie do widzenia choćby. W mroku widzą koty, ludziom w ciemności żyć ciężko. Popadają zaraz w jakieś nastroje rodem z epoki romantyzmu. A bo właśnie w romantyzmie tak było. Że mieli te swoje nikłe wieczorne oświetlenia i nie mogli ukoić emocji czarnych, co im znienacka przychodziły. W czasach obecnych zimą jest większy dyskomfort niż latem. Chociaż i tak mamy już dużo oświetlenia na niby. Żarówką. Ważne, żeby uzupełniać. O dziwo, ludzie rzadziej zapominają, żeby uzupełniać płyny. Natomiast o świetle to już im do głowy nie przyjdzie. Że nawet nikłe, niedostrzegalne prawie światło słoneczne jest mocniejsze niż takie z żarówki. I że jak jest jasno, oczy się doświetlą, mniej chce się spać. Człowiek skowronkowy. Wiadomo. Wszyscy się cieszą. Dlatego polecam spacery nawet w dni, kiedy wydaje się, że bez światła. A światło w tunelu jest zawsze. Tylko znaleźć trzeba ten tunel. Biorąc pod uwagę, że jest oświetlony na którymś końcu, to nie powinno być trudne przesadnie.
Jak się do mnie mówi: światło. To ja sobie myślę, że będzie dobrze. Się nacechowuję pozytywnie. Bo czy i może się coś w świetle dnia w głowie zaciemnić? Niby może. Ale rzadziej. Negatywność kojarzy się z brakiem. Na przykład w przedszkolu i w początkach podstawówki się robiło dzieciom psikus. Naciągało czapkę rówieśnikowi na oczy i krzyczało: Oszczędzaj światło! Oszczędzaj światło z rozsądkiem ale. A słonecznego to w ogóle niech nie zakręcają.
piątek, 4 marca 2011
papier.
Tak sobie myślę, że się może poprawię. I już będę normalnie, w miarę z regularnością. A nie, że wymyśliłam pomysł i zaraz uciekłam. Papier wylosowałam, otwierając książkę i przesuwając po przypadkowej stronie, przypadkowym palcem.
Papier. Gładkość materialnie wyczuwalna. Zmysłem dotyku. Chyba, że prosto z drukarni czy po prostu nowy, bardzo ładnie pachnie. Czy się można obyć bez papieru, to pewnie można. Aczkolwiek ja życia poza nim nie widzę. Lubię sobie piórem przesuwać po bezdrożach takiej stronniczki. Czule palce przebiegają. Pióro jeszcze czulej. Dawniej mieli od gęsi. Drzewa co prawda giną za papier. Abyśmy mieli papier, toczą walki i w nich przegrywają. I jak tu pogodzić jednocześnie proekologiczność i bycie zwolenniczką papierowych wersji wszystkiego. Bo papier powoduje zupełnie inny przepływ myśli. Jakkolwiek to się dzieje. Tak jest. Że używając narzędzia do pisania na zwykłej białej, w kratkę, z bazgrołami, w zeszycie albo luźnej kartce, pozwala się dryfować myślom na zupełnie innych obszarach niż jak na przykład ja teraz sobie bazgram po klawiaturze. A czytając litery na kartkach, też inny doznaje się rodzaj przyjemności niż podczas zabaw monitorowych. Tak ten świat mechaniczny skonstruowano. Może papier wyginie jak zagrożony gatunek. Może już za ileś lat nikt nie będzie do niego tak przywiązany jak jeszcze niektórzy teraz. Jak ja. Idziemy z papierem do przodu. Może papier do pupy też będzie inny za lat iks. Wszystko wszak zmierza do przodu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
