Dziękuję Pannie Łaskotce za świeżutkie propozycje. Dzisiaj bądź, a wkrótce kolejna.
Bądź co bądź. Ty bądź ja. Bądź przy mnie. Bądź jest wieloznaczne. Wiele znaczące. To takie słowo, które się może wypowiadać w znaczeniu, że nie ma znaczenia albo, że wręcz przeciwnie. Że jest coś albo ktoś wszystkim. Bo jak to brzmi? Jak to nadzwyczajnie brzmi, że bądź ze mną zawsze. Zaraz się jakaś zakochana rozpływa albo jakaś przekorna udaje, że nie. Bądź ze mną szczery/-a za to paskudne. Trąci jakimś niezaufaniem. Smród rozchodzi się na wszystkie strony.
Bądź jest więc takie trochę bez własnego zdania. Dopasowuje się do otaczających je wyrazów. Uśmiecha potulnie i odzwierciedla nastrój pozostałych. Wczuwa się w ten nastrój, naśladuje. Aż w końcu chyba samo nim przesiąka i samo humor ma jak reszta wron. Nie jest przez to jakoś bardziej lubiane. Właściwie nikt na nie specjalnej uwagi nie zwraca. Bo by się choć raz postawiło, może miałoby autorytet. Ale nie! Odpowiada pytaniem na pytanie. Albo zawsze twierdząco, kiedy tak ma być.
Bądź czasami na dłużej przestaje z lub, ale równie chętnie staje się prawą ręką być. Lubi być jedną z twarzy tego być, bo wtedy mu jest raźniej. I się jakoś ludzie chyba bardziej cieszą niż kiedy bądź robi się opcją do wyboru. Z lub dość często się kłócą o miejsce, a że lub jest silniejsze... W dodatku ci niezdecydowani krzywo patrzą, że muszą wybierać. A być to jest bezpieczna przystań. Choć nieraz przekazuje się smutki, to równie często radości. I nikt nie wyrzuci, bo żyjąc nie być jest trudno. Bądź staje się pośrednikiem. Wychodzi odrobinkę z cienia. Za jego sprawą docierają informacje. Można powiedzieć, że spełnia się wtedy w profesji dziennikarza. Czasami jest fałszywką, jak to w życiu, ale jednak stara się, by nie można mu było zarzucić nieprzestrzegania etyki zawodowej. Takie to jest to bądź. Ma wiele twarzy. Jak wszyscy. Ale kiedy go brakuje, to jakoś pusto.
Bądź jest więc takie trochę bez własnego zdania. Dopasowuje się do otaczających je wyrazów. Uśmiecha potulnie i odzwierciedla nastrój pozostałych. Wczuwa się w ten nastrój, naśladuje. Aż w końcu chyba samo nim przesiąka i samo humor ma jak reszta wron. Nie jest przez to jakoś bardziej lubiane. Właściwie nikt na nie specjalnej uwagi nie zwraca. Bo by się choć raz postawiło, może miałoby autorytet. Ale nie! Odpowiada pytaniem na pytanie. Albo zawsze twierdząco, kiedy tak ma być.
Bądź czasami na dłużej przestaje z lub, ale równie chętnie staje się prawą ręką być. Lubi być jedną z twarzy tego być, bo wtedy mu jest raźniej. I się jakoś ludzie chyba bardziej cieszą niż kiedy bądź robi się opcją do wyboru. Z lub dość często się kłócą o miejsce, a że lub jest silniejsze... W dodatku ci niezdecydowani krzywo patrzą, że muszą wybierać. A być to jest bezpieczna przystań. Choć nieraz przekazuje się smutki, to równie często radości. I nikt nie wyrzuci, bo żyjąc nie być jest trudno. Bądź staje się pośrednikiem. Wychodzi odrobinkę z cienia. Za jego sprawą docierają informacje. Można powiedzieć, że spełnia się wtedy w profesji dziennikarza. Czasami jest fałszywką, jak to w życiu, ale jednak stara się, by nie można mu było zarzucić nieprzestrzegania etyki zawodowej. Takie to jest to bądź. Ma wiele twarzy. Jak wszyscy. Ale kiedy go brakuje, to jakoś pusto.

wiesz co lubię u Ciebie, a czego ja nie potrafię?
OdpowiedzUsuńczytając czasem siebie, mam wrażenie totalnego przesytu. ja właśnie trochę trącę nieprawdą, przegięciem, patosem, albo jest za ładnie, za słodko, za francusko. och i ach, niu niu niu. miłość miłość miłość. jak w jednym z numerów mumio - "no kawa, kawusia. kawunia moja". tak jest u mnie zwykle, jeśli rozumiesz co mam na myśli.
nie lubię tego u siebie. czasem potrafię inaczej, a zwykle nie. ostatnio niestety częściej nie. czuję, że to co wychodzi spod moich palców ma jakąś taką... żadną jakość.
u Ciebie tego nie ma. u Ciebie jest tak w sam raz, tu i na drugim blogu też. potrafisz nawet o niczym pisać tak, że właściwie staje się czymś. ja potrzebuję czegoś wielkiego, żeby stworzyć coś choć odrobinę ok dla mnie samej. a i tak zwykle brzmi jak bełkot. nuda.
i tego, w taki zdrowy sposób Ci zazdroszczę.
piszę, bo napisałaś, że pragniesz krytyki. czy ona konstruktywna będzie, to nie wiem, bo ja tu brzmię bardziej jakbym pisała o sobie, a to Ty jesteś sednem sprawy.
co do bądź:
myślę, że "dziękuję" i kiwanie głową z myślą "trafiasz w sedno, dziewczyno" wystarczą.
najfajniej jest, gdy się JEST i ktoś Cię LUBI, czyli takie bądź i lub jednocześnie. :)
pisz proszę. potrafisz to, a ja zaczynam się uzależniać.
dobrego wieczoru
Tyle zawarłaś w tych słowach komplementów, że aż czuję się niepewnie i zarumieniona. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńMyślę, że w ogóle ciężko lubić bezgranicznie swoje pisanie. Chyba, że się jest przekonanym o swojej świetności, ale to raczej w nadmiarze nikomu na dobre nie wychodzi. W każdym razie, ja jak siebie czytam, też nieraz widzę coś, czego bym wcale nie chciała ubierać w słowa. Coś, czego w sobie nie lubię albo po prostu jakieś bujdy. Twierdzisz, że przesadzasz ze słodyczą (choć ja tego nie widzę), ja za to mam odczucie, że przesadzam z melancholią i że się w tych słowach czasem oszukuję. Ale tak chyba już po prostu jest. Ważne, żeby pisanie sprawiało przyjemność :)
Pozdrawiam ciepło.