Ale co chodzi? A no o to -> klik.

niedziela, 17 lipca 2011

mowa ciała.

Druga propozycja tej pani. W sumie myślałam sobie, żeby to był zawsze jeden wyraz, ale chyba czasami muszą być dwa, bo jakże inaczej. Podoba mi się pomysł.

Mowa ciała. Ciało się wyraża. Czy chcesz, czy nie chcesz. Ciało się będzie wyrażało. Czy to śpiewnie, czy nie śpiewnie. Wulgaryzmy rzuca też. I wyrywa się kontroli. Można myśleć, żeby dłoń nie drapała się w nos. Ale wtedy oczy są niepewne. Można mówić językiem jakim chcesz, a ciało włada wszystkimi. Nie rozumiem twojego języka, ale zrozumiem gest. Można i kłamać, a ciało w niezgodzie. Ciało jest prawe i nie da się w fałsz wplątać. Nawet jeśli właściciel mu jasno nakaże. Ciało! Się słuchaj, bo ja tu muszę troszkę pokombinować. A ciało nie słucha. Głuche jest na nieprawość. Ciało lubi mawiać co siedzi na serca dnie właściciela. Lubi bez pytania wygadywać jego sekrety. To się nie zawsze właścicielowi podoba. Ale przecież go właściciel nie wymieni. Za bardzo się z nim ciało zrosło. Za mocno się przywiązał. Może tylko usiłować być mistrzem kamuflażu. I wyczuwać tych, co na mowę jego ciała nie zważają. Na tych, co patrzą, a nie widzą. Na tych, co odbierają, a nie rozumieją. Podświadomie wiedzą, ale nie przetwarzają. Wszyscyśmy w mówieniu ciałem doskonali. Mówimy płynnie. Się nie zacinamy. Jednocześnie można nadawać i odbierać. Nic prostszego. Wygibasy. Rączki ściskamy. Spoglądamy natrętnie i z ukradka. Nie lubię rąk sflaczałych. Uścisk doskonały jest pewny. Zgarbiona postura zdradza niepewność i chęć się chowania. Gdy się ciało trzęsie, to jest mu albo zimno, albo mówi, że właściciela ogarnia panika. Jak się ciało samo z sobą krzyżuje, to nie chce zazwyczaj właściciel z nikim gadać. Musi mieć ciało rozluźnione dla prawidłowego pierwszego wrażenia. Rzadko kto się w codziennym pędzie rozluźnia w pełni, a potem boli kark i kręgosłup cały. Ale próbujmy. Lepsze samopoczucie, a ciało będzie też przyjemniejsze w obyciu. A jak się ciała od dwóch właścicieli krzyżują, to znaczy, że mają chęć z sobą przestawać, bo im jest miło. To znaczy, że się ciała w swojej mowie dogadują.

sobota, 9 lipca 2011

plotka.

Propozycja z zewnątrz. Dziękować.
_____________________________
Plotka. Komunikowanie. Wnioski co się wydają faktami, a nie wysnutymi przez nas samych hipotezami. Takeśmy skonstruowani. Tak można się tłumaczyć. Że się lubimy dzielić. Gorącym newsem. Im cieplejszy, tym lepszy. Im bardziej zapierający dech. Że lubimy kolorować. I nie dba się nawet o źródło. Nie bada się gdzie jest źródło. Czy źródło ma takie samo zdanie. Czy to jest pseudo-źródło. Czy to jakiś ktoś złośliwy. Czy po prostu długi język ktoś ma i się nie mieści za zębami. Czy to jest prawda czy fałsz. Czy małe elementy prawdy z dużą dozą fantazji. Takie najtrudniej odkręcić. Bo w takie najłatwiej uwierzyć. Słuchaczom się podoba, bo ucho słucha. Można się z kogoś pośmiać, dowartościować, zadziwić. Może są pozytywne plotki. Nie, nie ma chyba. Plotka. Plotkary. Plotkarze. Nawet porządnym obywatelom się zdarza taka wpadka. Coś się wymsknie i hyc. Leci dalej jak po nitce. A na końcu to już nie jest to samo, co na początku. Się bawimy w głuchy telefon. Na końcu możesz usłyszeć co o tobie wymyślili. Niejeden żywot został zrujnowany. Niejeden uprzykrzony. Babcie siedzą w oknach. Obserwują sąsiadów. Niczemu niewinnych przechodniów. A wiesz co Baśka, a wiesz co Kryśka... A ten z serialu... Jadaczki czasem nie zamykają się. I starym, i młodym. Trzeba się dzielić. Mama od małego uczyła, że się trzeba dzielić. Nie można być takim egoistą. Każdy ma wszak prawo do informacji. A do plotki najmniejszy prztyczek w nos jest potrzebny albo nawet nie. Po prostu, tak sobie.